Moja Majorka

WAKACYJNY PEWNIAK

Blaski i cienie uprawiania zawodu publicznego są często omawiane na łamach kolorowych magazynów. Blasków jest na szczęście chyba więcej, jednak to, co najbardziej mi do-skwiera to permanentny brak czasu, szczególnie wolnych chwil przeznaczonych na wypo-czynek. Kiedy więc pojawia się możliwość wygospodarowania tygodnia, a nawet dwóch, muszę mieć stuprocentową pewność, że wyjazd będzie strzałem w dziesiątkę i pozwoli mi na zebranie sił przed kolejnym starciem z rzeczywistością. Stąd moja decyzja, żeby obiecane, pierwsze od dwóch lat, rodzinne wakacje spędzić na Majorce. 

OAZA SPOKOJU

Wybraliśmy miejscowość Cala Ratjada - najbardziej wysuniętą na wschód, a co za tym idzie, nieco oddaloną od dyskotekowego zgiełku Palmy i innych, bardziej turystycznych kurortów. Lepszej pogody w lipcu nie moglibyśmy sobie wymarzyć. Na „naszą” maleńką i niestety dość zatłoczoną plażę Plaja son Moll przychodziliśmy dopiero koło 16-stej, bo do-piero o tej porze zaczynała się powoli przerzedzać, a i temperatura spadała wreszcie do bardziej akceptowalnego poziomu. Równie chętnie zaglądaliśmy też na drugą plażę, poło-żoną dokładnie po przeciwnej stronie miasteczka. Ładna i czysta, cieszyła się dużym po-wodzeniem wśród turystów.

MORZE I GÓRY

Naszym ulubionym miejscem spacerowym była promenada, ciągnąca się od portu do Pla-ja son Moll, pełna uroczych restauracyjek, kawiarni i barów tapas. Naszą szczególną sym-patię zdobyła oryginalna knajpka znajdująca się w pobliżu plaży, na skalistym cypelku. Ła-two się domyślić, że tutejsze dania popisowe są nieskończoną wariacją na temat wszel-kich gatunków ryb oraz owoców morza. Mimo że Cala Ratjada nie jest perełką architekto-niczną, przyciąga swym wyjątkowym urokiem i przyjazną, kameralną atmosferą. Również okoliczne miejscowości, jak na przykład leżąca 3 km w głąb lądu Capdepera, potrafią oczarować swym specyficznym, leniwym klimatem. Wyprawa schodami na szczyt wzgó-rza, na którym znajdują się ruiny zamku, pomoże w nocy uśpić każdego malucha, a i nie-jednego dorosłego.

PALMA DE MALLORCA

Po dziesięciu dniach leniuchowania postanowiliśmy pożyczyć mały samochód i rozejrzeć się po okolicy. Pierwszym etapem naszej mini-wyprawy była oczywiście Palma de Mallor-ca - stolica wyspy i jeden z największych ośrodków turystycznych świata! Burzliwe dzieje wyspy najlepiej widać na przykładzie imponującej katedry La Seu, która stoi na miejscu wielkiego meczetu Maurów. Wielokrotnie przebudowywana w stylu gotyku katalońskiego, jest najwyższą budowlą tego typu w Europie. Naszą uwagę przykuł również Palau de l'A-lmudaina – dawna siedziba zarządców mauretańskich, a później królów Majorki. Pałac jest bardzo specyficzną mieszanką stylów aragońskiego i arabskiego. Natomiast okrzyki za-chwytu naszej córy wzbudziły pokazy tresury delfinów i fok w miejscowym delfinarium.

CHOPIN I JASKINIE

Obowiązkowym punktem programu dla każdego rodaka powinna być Valdemosa – miej-sce naprawdę wyjątkowe. Zimą 1838/39 roku Fryderyk Chopin, bardzo już wtedy chory, próbował podreperować na Majorce swoje zdrowie. Wraz z opiekującą się nim pisarką George Sand schronili się w klasztorze. Tutaj każdy kamień pamięta wizytę tej słynnej pa-ry. Z ręką na sercu mogę też polecić jaskinie Cuavas del Drach, które znajdują się niecałą godzinę drogi od Cala Ratjady na południe. Wspaniałe i pięknie podświetlone formacje skalne autentycznie zapierają dech w piersiach. Jezioro podziemne zrobiło na nas ogrom-ne wrażenie, a oryginalny mini-koncert na łódkach wspominamy do dziś.

POLAK NIEMIEC DWA BRATANKI

Można sobie zażartować, że Majorka sprawia wrażenie miłej, niemieckiej wysepki... Na-szych zachodnich sąsiadów (jak wszędzie zresztą) jest tu sporo. Po niemiecku mogłem porozumieć się wszędzie i często za Niemca byłem też brany - szczególnie z takim nazwi-skiem… Warto Majorkę zobaczyć i tam wypocząć.

MACIEJ STUHR

Aktor filmowy i teatralny, a także błyskotliwy twórca kabaretowy. Współtworzony przez niego w czasach studenckich kabaret „Po żarcie” zdobył prestiżową nagrodę na przeglą-dzie Paka w 1997 roku.