Moja Kenia

wspomnienia
Euforia i strach, kiedy spotykają się w jednej chwili dają człowiekowi najsilniejszy cios adrenaliny. Dzień, w którym po raz pierwszy wjechałem do wymarzonej już w dzieciństwie Kenii był zatem symboliczny. Kolejne lata i powroty miały przynieść jedne z najsilniej szczęśliwych chwil w życiu. Miały też w swoich planach dla mnie lęk, rozpacz, dramaty. Żadnych stanów pośrednich. Tymczasem obijaliśmy się o stalowe żerdzie naczepy ciężarówki gnając rudą drogą przez busz i pył w wojskowym konwoju. Był początek lat 90-tch ubiegłego stulecia. Drobne, białe wielbłądy pierzchały spod kół niczym zające w moim dalekim kraju a do Marsabit – pierwszego miasta na północy mieliśmy ledwie dzień drogi z etiopskiej granicy.
To było dawno. Dlaczego spośród tylu krajów moich wędrówek właśnie do Kenii wracałem? Dlaczego tam przywiozłem potem żonę i kolejno obu synów? Odpowiedź, że to być może najpiękniejszy kraj na ziemi nie wyczerpuje tematu, bo piękno jest pojęciem ulotnym. Dla mnie piękno to także bogactwo różnorodności, nieustająca zmienność, efekt zaskoczenia.

najpiękniejsze miejsca
Niedawno Ania poprosiła mnie, byśmy wrócili kiedyś na rozległą, płaską jak lodowisko pustkę, bezmiar wyschniętego piasku. Jej zdaniem to jedno z tych kilku „magicznych miejsc Afryki”. Wróciliśmy. Stanęliśmy nad brzegiem jeziora, stada ibisów podrywały się do lotu, tafla powtarzała pyszczki tysięcy zwierząt pochylających się nad wodopojem a my zanurzeni w zieloność nie mogliśmy uwierzyć, że to jedno i to samo miejsce. Że dzieli te pejzaże nie tydzień wędrówki a zaledwie kilka tygodni deszczu. Jezioro Amboseli. Onieśmielająco piękne o każdej porze roku.
Takich olśnień, chwil, które pragną być zatrzymane, powtórzone, Kenia miała dla nas więcej. Pamiętam główkę naszego starszego syna wychylającą się, jak w kreskówce, co moment w innym miejscu spośród krzewów herbaty. Wyglądał jak świstak na polu golfowym. Zielone wzgórza chyliły się w stronę Jeziora Wiktorii a nieobjęta przestrzeń plantacji w Kericho, w miodowym świetle niskiego słońca przynosiła spokój i czyste, mocne szczęście.

przygoda
Pamiętam wieczory w naszej kryjówce, zbudowanej wysoko wśród drzew w obozie Siana Springs. Dzieci urządzają zwyczajowe dla małych chłopców inferno w naszym ogromnym namiocie a my już zawieszeni wysoko nad ziemią słuchamy tylko krzyków bushbabies. Woń cygara zdaje się przenikać w gorącym powietrzu z gadaniem cykad, z ciemnym smakiem whisky. Wszystko chce się uzupełniać, dostrajać do naszych spragnionych ucieczki ciał i dusz. Jest tak, jak powinno być ilekroć marzymy o Afryce. W te wieczory nie wiemy jeszcze, że za kilka dni dopadnie nas cyklon i z trudem uda się wyjechać z Maasai Mara. Że wystąpią rzeki a świat stanie się błotem. Że nasz kierowca, zatrzymawszy samochód, w spienionej wodzie po uda będzie szukał pod stopami zatopionego mostu. Że tylko tak można doświadczyć Afryki.
Kenia ma w sobie to, co najlepsze z dwóch światów, które symbolicznie oddziela od siebie Równik. Jej sroga północ czyniła mnie przed laty spełnionym wędrowcem, niepewnym zdarzeń kolejnych dni; wyczerpanym, zdumionym, zachłannym przygód.

odpoczynek
Jej filmowe południe spełnia teraz wszystkie zachcianki turysty. Luksusowe namioty Patterson’s Camp nad rzeką Galana, basen pod Mount Kilimanjaro w Kibo Camp w Amboseli, nieprzebrane stada słoni na wyciągnięcie ręki, zachody słońca przez akacje Maasai Mara, południowoafrykańskie pinotage sączone bez pośpiechu w zapachu ogniska i wyschniętych, wysokich traw Tsavo - to rozkosz której warto doświadczyć choćby raz w życiu, za każdą cenę.
Jest Kenia trzecia, nadbrzeżna, Kenia Swahili. Stubarwna i wilgotna, roztopiona w upale. Ale i ona ma tak wiele odcieni – od białych, cichych lagun Lamu, przez wrzący tygiel fascynującej Mombasy czy plaże południa dla wszystkich spragnionych towarzystwa, aż po tracony powoli raj wyspy Wasini, już na granicy z Tanzanią.

dla odważnych
Jest wreszcie też rozdział czwarty Kenii, który kiedyś był dla mnie pierwszym a w kolejnych kilkunastu powrotach zawsze przeglądałem jego stronice. Slumsy Kibery w Nairobi, obozy uchodźców w Kakuma, przyczółek współczesnych świętych – (czy straceńców?) w Lokichokio, skąd startują najodważniejsi z pomocą w głąb Południowego Sudanu. To są ważne punkty na mapie naszej świadomości. Bo przecież nie chcemy jedynie być, ale także wiedzieć. A może kiedyś także coś zmienić.

Marcin Kydryński & Anna Maria Jopek

Od lat niestrudzenie popularyzuje muzykę jazzową, m.in. w radiowej Trójce. Jego drugą namiętnością jest fotografia. Zdjęcia i teksty
z podróży po Afryce publikował
m.in. w międzynarodowym
wydaniu National Geografic.


Jej ciepły, zmysłowy głos jest zjawiskiem wyjątkowym. Ogromną popularność, nie tylko
w Polsce, przyniosło jej nagranie płyty z jednym z największych światowych muzyków,
Patem Matheny.