AMBASADORZY


Moje Bali
raj na wyciągnięcie ręki
Wyspa Bali była ostatnim etapem mojej długiej podróży po krajach Azji. Jeździłam z plecakiem – poznawałam fascynujące miejsca, ale poza tym, że była to wspaniała przygoda, ta wyprawa dała mi nieźle w kość. Dlatego Bali zostawiłam na koniec. To miał być zasłużony odpoczynek wojownika. I nie zawiodłam się. Przyroda, klimat, architektura, ludzie – wszystko to składa się na obraz raju, jaki każdy nosi w sobie pewnie od dzieciństwa. Do dziś, kiedy przychodzą chwile zmęczenia, wyobrażam sobie, że mieszkam w uroczym domku przy plaży, wokół głęboka zieleń bananowców, palm, i innych gatunków tropikalnych roślin, których nazw nie znam. Wychodzę przed dom, a tam czeka na mnie złoty piasek, lazurowa woda, a uśmiechnięty Balijczyk podaje zmrożony sok z papai. A ja najpierw biegnę się wykąpać, a potem godzinami leżę w cieniu palmy, czytam, słucham muzyki, marzę, zapominam o całym świecie i…odpoczywam.
to trzeba zobaczyć
Jest na Bali taka jedna plaża. Nazywa się Jimbaran. Żeby dostać się na biały piasek, trzeba przejść przez jedną z setek małych knajpek, które szerokim pasem ciągną się niemal przez całą długość plaży. Każda z nich ma codziennie świeży zapas owoców morza – ostryg, homarów, kolorowych ryb, ośmiornic i krewetek. Pływają w wielkich akwariach albo leżą na śnieżnobiałych piramidach lodu. Po całym dniu wylegiwania się na piasku i pływania w cudownie ciepłej wodzie, wieczorem, gdy zapada zmrok, choć raz trzeba usiąść przy jednym ze stojących na plaży stolików, zamówić coś niezwykłego do jedzenia, poczekać aż zrobi się całkiem ciemno. Wtedy na każdym stoliku pojawiają się niewielkie lampiony, tworząc świetlistą wstęgę, ciągnącą się kilometrami. Jest pięknie i romantycznie.. …
Urzekł mnie również widok świątyni w Besakih. Takich świątyń nie ma nigdzie indziej, bo Bali to jedyne miejsce na świecie, gdzie większość mieszkańców wyznaje Dharma hinduizm. Kamienne, rzeźbione ściany w splątanej dzikiej roślinności, wypełnione wodą, omszałe baseny, wyglądają niczym malownicza scenografia
z powieści Tolkiena. W zachodzącym słońcu grupa balijskich chłopców kąpiących się w świątynnym basenie wyglądała, jak bawiące się w swoim bajkowym ogrodzie elfy. Nawet, jeśli to trochę pretensjonalne, to na Bali wydaje się to być naturalne.
delfiny o świcie
Na północy wyspy są takie miejsca, gdzie można wsiąść na rybacką łódkę i popłynąć na spotkanie z delfinami. Podróż zaczyna się w nocy. Gdy niebo różowieje, z czarnej plamy morza wyłania się najpierw kilka, potem coraz więcej i więcej skrzących diamentów. Wkrótce wszystko dookoła lśni, jak największa na świecie kolekcja biżuterii. I nagle, z tej skrzącej się srebrem tafli, wyskakują delfiny. Przyglądają się nam, jakby zapraszały do zabawy. A może tylko chcą, żeby je podziwiać..? Tego widoku nie zapomnę do końca życia.
kawałek Bali w domu
Nie zapomnę też widoku tarasów ryżowych. Stworzone przez człowieka, idealnie wtapiają się w naturalny krajobraz wyspy, tworząc malowniczy pejzaż. Aby je obejrzeć, trzeba ruszyć w głąb wyspy. Przy drodze mijamy dziesiątki większych i mniejszych sklepików i warsztatów, a każdy z nich wystawia na sprzedaż niezwykłej urody balijskie meble. To właśnie wśród nich znalazłam ten szezlong – drewniany, obity skórą w ciemnym, miodowym kolorze. Piękny i wygodny! Ale jak go zabrać? Do plecaka się nie zmieści. Dałam zadatek, a potem zaczęłam kombinować jak go sprowadzić do domu. Udało się, właściwie za grosze. Dziś mam swój prywatny kawałek Bali w salonie.
Małgorzata Kożuchowska
Jest znakomitą aktorką teatralną i filmową. Zagrała w 16 filmach i kilkudziesięciu przedstawieniach. Ogromną popularność przyniosła jej rola w serialu „M jak Miłość”.


