Moje Wyspy Kanaryjskie

przygoda
Fuerte ventura znaczy po hiszpańsku przygoda. Tak zatytułował swoje pamiętniki normandzki rycerz Jean de Bethencourt, który na początku XV wieku trafił na wyspę i oczywiście szybko został jej królem. Ten fakt pewnie dość długo umykał uwadze tubylców. Nawet dziś jest ich niewielu (to najbardziej bezludna z Kanaryjskich Wysp), a pięć wieków temu biedny Jean chyba nie mógł pochwalić się zbyt licznymi poddanymi. Ale ten zapomniany przez Boga kawałek świata, zwłaszcza, gdy porównał go z zieloną i deszczową Normandią, musiał obudzić w błędnym rycerzu jakieś metafizyczne uczucia. Każdy, kto zawita na wyspę, ma szansę przeżyć to samo.

nigdy nie zapomnę
Pierwsze wrażenie nie wróży niczego specjalnego – hotele, otoczone wypielęgnowaną zielenią, a wokół nagie skały w dziwnych (jak na skały) żółtawo-rdzawych kolorach. Jednak nie wolno dać się zwieść pozorom. Wyprawa w kierunku zachodniego wybrzeża wyspy to przeżycie jedyne w swoim rodzaju. Wynajętym samochodem przemierzamy puste przestrzenie. Gdzieniegdzie zaskakuje nas wiatrak, jakby przeniesiony z krainy Don Kichota. Niemiłosiernie granatowe niebo jest bogatą oprawą dla niezmiennie towarzyszącego nam słonecznego kręgu. I powoli, niepostrzeżenie zaczyna wkradać się jakieś dziwne, niespodziewane w takim miejscu uczucie. Jakiś dziwny strach, lęk przed tym bezmiarem, pokora wobec porażającej siły natury. Mam wrażenie, jakbym poruszał się po powierzchni księżyca. Te powstałe w wyniku wulkanicznej katastrofy poszarpane góry nie są przyjazne. To jakby ta ciemniejsza strona natury. Lęk zmienia się w podziw, gdy docieramy do zachodniego wybrzeża i z bliska możemy patrzeć, jak wielkie fale wdzierają się pomiędzy skały i z hukiem rozbryzgują, tworząc nad naszymi głowami aureole z milionów kropel słonej wody.

najpiękniejsze na świecie
Taki okrzyk wyrywa się z gardła, gdy po raz pierwszy człowiek patrzy na Playa de Sotavento. Właściwie to taka mini pustynia, schodząca wprost do morza. Ciągnie się przez 30 km, a morze przez cały czas jest niezmiennie lazurowe. Do tego specyficzny wiatr, który wywołuje dreszczyk podniecenia wśród zjeżdżających tu z całego świata windserferów. Na tej plaży co roku ścigają się, aby udowodnić sobie, kto jest najlepszy na świecie. Ale zwykły człowiek, spragniony po prostu ciepłego piasku i orzeźwiającej wody, może zapomnieć tu o całym zgiełku i problemach, zostawionych gdzieś daleko, bardzo daleko.

zapamiętam
Kiedy wielkie słońce powoli schodzi w dół, skały wokół zaczynają się żarzyć, jakby jakaś wielka ręka powyciągała je z gigantycznego ogniska. Wtedy trzeba się zatrzymać. Usiąść. Popatrzeć. I najlepiej oprzeć głowę o czyjeś ramię.

300 wulkanów
Z Feuerteventura promem można dopłynąć na każdą z pozostałych wysp archipelagu. Najbliżej leży Lanzarote. To najbardziej wulkaniczna ze wszystkich wysp. Bywało, że wybuchy wyludniały Lanzarote i na opustoszałe pagórki przybywali nowi osadnicy. Ostatni potężny wybuch miał miejsce w XVIII wieku, ale nie ma żadnej pewności, że się nie powtórzy. Świadectwem tej wybuchowej przeszłości są czerwone wzgórza i przedziwne kamienne twory, uformowane przez zastygłą lawę. Współcześni mieszkańcy z upodobaniem wykorzystują te naturalne konstrukcje jako części budowanych na wyspie domów, hoteli czy restauracji. Jest to z resztą jedno z niewielu na terytorium Hiszpanii miejsc, gdzie nie ma klocowatych hoteli, ciągnących się wzdłuż wybrzeża. Wszędzie małe, kameralne, bielone domki. Nie miałem czasu zobaczyć całej wyspy, ale może jeszcze kiedyś tam wrócę.

Piotr Machalica

Jeden z najpopularniejszych i najbardziej lubianych polskich aktorów. Zagrał w dziesiątkach filmów i przedstawień teatralnych. Prywatnie entuzjasta nurkowania.