phone mobile heart Biuro Podróży ITAKA Flag of Belarus airplane
>Aktualności>

Study Tour: Nosy Be, 28.06-05.07.2018 r.

Study Tour: Nosy Be, 28.06-05.07.2018 r.11-07-2018

Kocham podróże i mam na mapie moich marzeń jeszcze kilka miejsc na ziemi, które wciąż na mnie czekają. Jednym z nich był Madagaskar, z którego właśnie wróciłam. 

Miałam możliwość zobaczenia małego wycinka tego nieznanego mi świata, bo samolot z Warszawy leci na wyspę Nosy Be, położoną na północnym zachodzie w stosunku do Dużej Wyspy Madagaskar. Co więcej, samolot leci bezpośrednio, bez przesiadki, bez międzylądowania. Zaledwie 10 godzin, z dwoma pysznymi posiłkami i specjałami kuchni włoskiej, a w drodze powrotnej, z pięknymi widokami m.in. zaśnieżonego krateru Kilimandżaro. Przyjazna i uśmiechnięta załoga linii Blue Panorama dba o komfort pasażerów, a kapitan w drodze powrotnej powitał nas po polsku, co wzbudziło wesołość i podziw, bo uroczo wymawiał trudniejsze słowa. Najtrudniej i najzabawniej było przy „witam na pokładzie”. Ale są sytuacje, których słowo pisane nie odda, zdarzenia, których trzeba samemu doświadczyć.

Moje pierwsze wrażenie z Nosy Be to bujna zieleń i miejscowi za ogrodzeniem lotniska, patrzący na przybyszów z ciekawością. Potem wszechobecne na północy drzewa ylang-ylang, z kwiatu których pozyskuje się olejek wykorzystywany do produkcji perfum. Pierwsza miejscowość i lekki szok przy konfrontacji z tutejszą architekturą, która bazuje na gałęziach i liściach palmowych. Gdzieniegdzie nadgryziony zębem czasu murowany dom, pozostałość po francuskich kolonizatorach. Mnóstwo ludzi, straganów, a na nich lokalne łakocie, owoce, torby, buty, pamiątki. W rzece wielkie, kolorowe, wspólne, malgaskie pranie, które potem suszy się na trawie i dachach domów. W hotelu Royal Beach****+ , w którym zostaliśmy zakwaterowani nie brakowało niczego. Piękne, duże pokoje pachnące nowością, oddane do użytku dwa tygodnie przed naszym przyjazdem, dwa baseny, a przy nich dwa bary, restauracja serwująca dania kuchni włoskiej i lokalnej, spa z masażami, kort tenisowy, plac zabaw dla dzieci, boisko do siatkówki plażowej i bezpośrednio przy hotelu piękna plaża. Do tego Włosi i Polacy jako jedyni goście hotelu. Według mnie bardzo pozytywne połączenie, które zaowocowało szalonym wieczorem z tańcami. Pozostałe hotele jakie odwiedziliśmy są również godne polecenia. Bardzo klimatyczny hotel Orangea***+ , bajecznie położony resort Andilana Beach Resort*****, hotel Vanila & Spa**** w malgaskim stylu czy luksusowy hotel Ravintsara Wellness**** lub Palm Beach Resort & Spa**** . Podczas tej krótkiej wizyty było mi tak dobrze, że zdecydowanie wróciłabym do niego na wakacje. A do charyzmatycznej Roberty i jej Villi Valiha*** wróciłabym, żeby kontemplować piękno gustownie urządzonych wnętrz, dla mnie na pograniczu sztuki. Dla nas, dla turystów, hotele pasują do tej rajskiej strony wyspy. Każdy, który odwiedziliśmy jest piękny, każdy z efektem „wow”. Każdy klimatyczny, z elementami architektury nawiązującymi do charakteru i wyglądu wyspy. Nie potrafię wskazać tego „naj”, bo spokojnie mogłabym spędzić tydzień wakacji w każdym z nich. Kolejna gratka to jedzenie. Zarówno w hotelach, jak i podczas wycieczek. Jako, że uwielbiam włoską kuchnię, a taką właśnie serwuje się turystom na Nosy Be, to moje kulinarne zachcianki zostały w pełni zaspokojone.

Kolejne wspomnienie i zachwyt to wycieczka „Trzy Wyspy”. Słońce, ocean, łódź, nieznane wyspy na horyzoncie i wiatr we włosach, wywołały we mnie bardzo pozytywne emocje. Radośni i ciekawi tego, co przed nami wypłynęliśmy dwoma łodziami, by zobaczyć tytułowe trzy wyspy. Pierwsza z nich to Nosy Comba – górzysta, zielona z oddali, im bliżej, tym bardziej przyjazna, zapraszająca piękną plażą, przycumowanymi przy niej łódkami, chatkami z palmy i powiewającymi na wietrze obrusami. Pierwszy bliski kontakt z ludzkim siedliskiem na Madagaskarze był dla mnie sporym zaskoczeniem i zamiast karnie iść za przewodnikiem, oczy same zerkały na boki, a nogi kazały skręcić w ten czy inny zakamarek, aby zrobić zdjęcie, podpatrzeć malgaską rodzinę, zachwycić się pięknymi oczami małej malgaski.

Przed wyprawą do królestwa lemurów natarliśmy się olejkiem z trawy cytrynowej, który miał nas uchronić przed ukąszeniami komarów. Lemury jako zwierzęta stadne żyją w grupie. Uwielbiają mango i banany rano, liście w porze obiadu i owady pod wieczór. Nauczone przez ludzi łatwego „śniadania” zbiegają się nawoływane przez przewodników i za kęs banana wskoczą na głowę czy ramię turysty, zapozują do kilku zdjęć i wrócą w koronę drzew. Te czarne to samce, te brązowe to samice. Nie są groźne, ale to też nie zwierzęta domowe. Nie lubią, kiedy dotyka się je po ogonie lub po brzuchu, to najwrażliwsze części ich lemurzego ciała i jeśli ręka turysty tam się omsknie może zostać ugryziona. Drugą wyspą, na którą przepłynęliśmy była Nosy Tanikely. To objęty ochroną rezerwat morski z rafą i bajecznym życiem ukrytym pod powierzchnią oceanu. Snurkując i podglądając to podwodne życie zdałam sobie sprawę, że nie znam słów, którymi mogłabym oddać piękno przyrody. Fantastyczne kolorowe ryby, większe pływające solo, mniejsze w ławicach, wspaniałe koralowce, promienie słońca załamujące się w wodzie – to jeden z najpiękniejszych spektakli jakie dane mi było oglądać. Trzecia z perełek to Nosy Sakatia. Na niej cudowny piasek plaży, wspaniały lunch przygotowywany na miejscu, na wyspie, przyroda, hamaki zawieszone na palmach. Nic tylko cieszyć się chwilą, życiem, obecnością w tak pięknym miejscu, tylko śmiać się, tańczyć, opalać i pływać. Ze szczytu najwyższego na wyspie wzgórza Mont Passot roztacza się widok na okoliczne „Nosy” i jeziora w kraterach dawnych wulkanów. Jezior na Nosy Be jest 12, każde z nich jest świętym miejscem dla Malgaszy, każde z nich jest pięknie wkomponowane w otaczające je wzgórza. A zachód słońca z Mont Passot wprawia w zachwyt!

Prawdziwy numer 1 wśród wycieczek to „Nosy Iranja”. Dwie wyspy – Nosy Iranja Be i Nosy Iranja Keli, z czego jedna to prywatny raj z resortem, a druga to miejsce życia lokalnej, 600-osobowej społeczności, ale i raj dla turystów. Wyspa odzwierciedla moje wyobrażenie o rajskich wyspach na oceanie – przejrzysta woda we wszelkich odcieniach turkusu, z której co chwilę wyłania się głowa żółwia, piaszczysta grobla łącząca te dwie wysepki, odsłaniana przez ocean podczas odpływu, piasek delikatny, miękki, zachęcający do zabawy w nim, woda niegłęboka, cieplutka, zapraszająca do kąpieli. W wiosce kolorowo od pareo, zwiewnie poruszanych wiatrem obrusów, serwet wystawionych na sprzedaż. Malgaskie dzieci z ciekawością czekają na przybyszów, którzy przywiozą zeszyt, zabawkę, łakocie. Co dla mnie cenne, Malgasze nie żebrzą. Dzieci sprzedają magnesy i bransoletki na plaży, podchodzą do turystów z tacą, na której wyłożone są magnesy czy biżuteria z muszli lub rogu zebu. Sporo z nich nie umie nawet podać ceny za swój towar, bo nie zna angielskiego, ja z kolei nie porozumiem się z nimi ani po malgasku, ani po francusku. Ale zawsze znajdzie się ktoś starszy, kto podpowie, pomoże, a po drugiej stronie, mam szczerą nadzieję, że uczciwy turysta. Kobiety sprzedają cenniejsze towary, ręcznie haftowane przez Malgaski obrusy, sukieneczki, bajecznie kolorowe chusty, kosze, maty na stoły, statki z drewna czy wzbudzające wśród turystów zachwyt maski. Nie są one podobno typowe dla Nosy Be i dla Madagaskaru. W pełni tutejsze są wyroby z rogu zebu, czyli zwierzęcia, które transportuje ludzi i towary, które przeora pole, które da mięso, i które świadczy o statusie gospodarza. Bo im więcej zebu posiada rodzina tym jest ważniejsza, majętniejsza. Kobiety sprzedają też skarby tej wyspy: wanilię, rumy smakowe, przyprawy, kawę. Przy plaży są towary dostosowane pod turystów, przy drogach, w większych miejscowościach towary dla mieszkańców – mięso zebu, buty, ubrania, sosy w plastikowych butelkach, oczywiście warzywa i owoce i przeróżne, jak przypuszczam, smakołyki. Jak przypuszczam, bo nam, Europejczykom zdecydowanie odradzano zakup jedzenia na przydrożnych straganach z uwagi na warunki, w jakich jest ono przygotowywane, a woda ze studni na wyspie mogłaby nam solidnie zaszkodzić. A wyglądały smakowicie.

Następnym hitem dla mnie była dwudniowa wycieczka na Madagaskar. Długa, męcząca, zdecydowanie nie dla każdego. Do przejechania długa trasa, a droga krajowa łącząca miasto Diego Suarez na północy ze stolicą Antananarywą na Madagaskarze pełna dziur i wyrw. Kierowca naszego busa był mistrzem manewrowania. I dopiero kiedy zjechaliśmy z głównej trasy na piaszczyste drogi sawanny można było przyspieszyć i jechać płynnie. Po drodze mijamy plantacje kakaowca, wanilii, ylang-ylang, mamy drzewa nerkowca, pola ryżowe, mijamy rzeki, dzięki którym ten region pozwala na zbieranie obfitych plonów. Mijamy majestatyczny masyw gór Tsaratanana i widoczny z busa, najwyższy szczyt Madagaskaru – Maromokotro o wysokości 2876 m n.p.m. Przy drodze można kupić pyszne orzeszki ziemne, łuskane bądź nie, o mniejszych ziarnach niż te, które znamy w Polsce, ale o bardziej wyrazistym smaku. A dla łasuchów polecam orzeszki ziemne z karmelem, słodkie i przepyszne oraz madagaskarskie nerkowce. Nasz Iharana Bush Camp, w którym spaliśmy, to miejsce w pełni zintegrowane z przyrodą. U stop masywu górskiego Tsingy, nad jeziorem – dosłownie w środku natury. W domkach nie zamyka się drzwi na klucz, zadaszenie nie łączy się ze ścianami domków, przez co oddycha się czystym, rześkim powietrzem, ale i słyszy odgłosy zwierząt i nocy. Nie naładujesz tu telefonu, nie obejrzysz telewizji. Nie jest to też miejsce dla osób, które boją się zwierząt, zwłaszcza tych mniejszych, jak płazy czy owady. W łazienkach urzędują bowiem stale małe żabki, normalnym jest spotkanie z żukiem, kameleonem, chrząszczem, pajączkiem, ale komfortu naszego snu strzeże moskitiera. Domki inspirowane są tradycyjnymi malgaskimi mieszkaniami z tego regionu wyspy. Z tego miejsca wyrusza się na trekking w masywie Tsingy de Bemaraha. I to wyjście w góry, a potem zejście do jaskini polecam każdemu, kto kocha naturę. Cały masyw zbudowany jest z wapieni, poddanych procesom krasowym. Krasowienie doprowadziło do powstania niezwykłych form skalnych – wysokich, spiczastych iglic nazywanych przez Malgaszy „tsingami”. W dolnych częściach masywu znajdują się liczne jaskinie, które można eksplorować. Widok nieba nad górami po zachodzie słońca wręcz zachwyca.

Drodzy Państwo, dla mnie ten tydzień na Madagaskarze był cudowny. Pełny nowych wrażeń i pięknej, nieznanej mi do tej pory przyrody. Był spełnieniem jednego z moich podróżniczych marzeń i zarazem pozostawił niedosyt, bo bardzo chcę tam wrócić i zobaczyć więcej. Już planuję kolejną podróż na Nosy Be, na Madagaskar i cieszę się na ponowne spotkanie z Malgaszami. Na lotnisku w dniu wylotu, pracownicy lotniska pytali mnie o tłumaczenie zwrotów po polsku, więc nie zdziwcie się Państwo, jak stawiając stopę na płycie lotniska usłyszycie trochę dziwnie pobrzmiewające „dzień dobry”, „proszę za mną” czy inne polskie zwroty. Malgasze jakich spotkałam w trakcie tego cudownego tygodnia byli niezwykle otwarci, życzliwi i ciekawi mnie – tak samo jak ja ich. Życzę więc Państwu ciekawości w odkrywaniu nowych miejsc, w poznawaniu świata, otwartości na innych ludzi i serdecznie zapraszam na Madagaskar, bo bezsprzecznie warto!

 

Marta Smolak
Dział Grup, Konferencji i Incentive

Zdjęcia:
Tamara Owczarek

 

arrow-rightarrow-rightclockfacebooktwitter