Z czego słynie USA? - NBA, Hollywood i Disney
Kiedy myślisz o Stanach Zjednoczonych, co tak właściwie widzisz przed oczami? Może wysokie wieżowce, słynne drużyny sportowe, zwariowane parki rozrywki lub kultową Statuę Wolności? Każdy z nas ma swoje własne skojarzenia z USA. W końcu od lat przesiąkamy amerykańskimi filmami, serialami czy muzyką. Trudno nie mieć absolutnie żadnych obrazów w głowie, kiedy mowa o kraju, który już dawno temu stał się częścią naszej codzienności. W dzisiejszym wpisie opowiem Ci o tych największych i najbardziej rozpoznawalnych symbolach USA.
-2-2026-06-18T124206.515_edbacae8c5.png)
NBA
Myślę, że NBA znają zarówno fani sportu, jak i osoby, które w życiu nie obejrzały ani jednego meczu. Sam skrót oznacza National Basketball Association, czyli Narodowe Stowarzyszenie Koszykówki. Liga została założona w 1946 roku i na przestrzeni lat zupełnie zmieniła oblicze tej dyscypliny. Z lokalnego sportu halowego, w który grano w amerykańskich miastach, koszykówka stała się potężnym biznesem. Dzisiaj NBA kojarzone jest nie tylko ze sportem, ale też stylem życia. Liga mocno ukształtowała to, jak ubierają się ludzie na całym świecie – przecież moda na szerokie bluzy czy kolekcjonowanie koszykarskich butów zaczęły się właśnie w USA.
Podobnie jak sami zawodnicy, do popkultury na stałe weszły też konkretne drużyny. Nawet nie interesując się sportem, każdy kojarzy charakterystycznego czerwonego byka z logo Chicago Bulls, fioletowo-złote barwy Los Angeles Lakers z Kalifornii czy zieloną koniczynę Boston Celtics. Nazwiska najsłynniejszych graczy są obecnie markami samymi w sobie i zna je właściwie każdy. Nikomu nie muszę przedstawiać Michaela Jordana, LeBrona Jamesa, Kobe Bryanta czy Shaquille’a O’Neala. To właśnie te zespoły i ich wielkie gwiazdy sprawiły, że liga stała się jednym z największych i najbardziej rozpoznawalnych symboli współczesnej Ameryki.
Ciekawostka
Sylwetka koszykarza, która znajduje się na oficjalnym, słynnym czerwono-niebiesko-białym logo NBA, to Jerry West – legendarny zawodnik Los Angeles Lakers z lat 60. i 70. Co ciekawe, NBA oficjalnie nigdy tego nie potwierdziła (by uniknąć płacenia tantiem za wizerunek), ale projektant logo, Alan Siegel, wprost przyznał, że wzorował się na konkretnym zdjęciu Westa.
Disney
Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie obejrzał żadnej bajki Disneya. Bracia Walt i Roy O. Disney ukształtowali dzieciństwo wielu pokoleń. Stworzyli kolorowy świat księżniczek i bohaterów, których nosiliśmy ze sobą na zeszytach, plecakach czy ubraniach. Kto z nas nie miał maskotki przedstawiającej Simbę z Króla Lwa, rybki Florka z Małej Syrenki czy piesków ze Stu jeden dalmatyńczyków?
Choć dzisiaj całe to imperium medialne kojarzy się głównie z jedną osobą, w 1923 roku założyło je dwóch braci. Walt był genialnym wizjonerem, artystą i marzycielem z głową pełną szalonych pomysłów. To on wymyślił Myszkę Miki, która po premierze w 1928 roku błyskawicznie stała się globalnym hitem i jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci na świecie. Walt kochał tworzyć, ale kompletnie nie miał głowy do finansów – gdyby nie jego starszy brat, Roy, firma prawdopodobnie zbankrutowałaby już na samym początku.
Roy stał w cieniu, bo z natury był skromnym człowiekiem, który unikał błysku fleszy, ale to on zarządzał wszystkimi pieniędzmi, negocjował kontrakty i gasił finansowe pożary wywoływane przez drogie pomysły brata. Walt wymyślał magię, a Roy dbał o to, żeby było za co ją kupić. Byli duetem idealnym. Z czasem ich małe studio animacji urosło do rozmiarów potężnej korporacji, która przejęła inne wielkie marki, takie jak Pixar, Marvel czy Star Wars, całkowicie dominując współczesny świat rozrywki.
Blues
Końcówka XIX wieku, siedzisz na drewnianej ławce gdzieś nad brzegiem rzeki Missisipi. Powietrze jest gęste i parne od upału, a wokół Ciebie zmęczeni mieszkańcy powoli wracają z całodniowej, ciężkiej pracy na plantacjach bawełny. Nieopodal, na ganku starego domu, siedzi muzyk z gitarą. Zaczyna grać spokojną, nieco melancholijną melodię, która dosłownie trafia do Twojej duszy. Czujesz, jak ta muzyka Cię otula, koi nerwy i uspokaja.
Może trochę popłynęłam z tą wizją, ale tak właśnie odbieram bluesa i dosłownie przenoszę się do tamtego upalnego świata, kiedy tylko w moich głośnikach zaczynają wybrzmiewać pierwsze dźwięki gitary.
Ta muzyka ma w sobie niezwykłą magię, ale też bolesną historię. Można śmiało powiedzieć, że to prawdziwy muzyczny fundament Ameryki. Blues został stworzony przez Afroamerykanów na Głębokim Południu USA. Wyrósł bezpośrednio z tzw. work songs (pieśni, które robotnicy śpiewali rytmicznie podczas katorżniczej pracy na polach, by przetrwać dzień), głębokich utworów religijnych oraz tęsknoty za afrykańskimi tradycjami ich przodków. Muzyka była dla nich ucieczką od trudnej codzienności. Co ciekawe, ten zrodzony z cierpienia i biedy gatunek bardzo mocno wpłynął na późniejszy rozwój rock and rolla, jazzu i r’n’b. Bez tych kilku smutnych dźwięków z Missisipi, współczesna muzyka rozrywkowa, jaką znamy, po prostu by nie istniała.
Polecajka
Jeśli nie udało Ci się wcześniej zobaczyć filmu Grzesznicy, gorąco polecam nadrobić ten tytuł. To absolutny must-watch, szczególnie jeśli chcesz na własne uszy usłyszeć te najbardziej pierwotne, wręcz mistyczne brzmienia i zobaczyć żywy zalążek kultury, z której wywodzi się cały gatunek. Pokazane w filmie pieśni to drugie, duchowe oblicze bluesa – narodzone z tego samego cierpienia i tych samych afrykańskich rytmów, które czarnoskórzy mieszkańcy Ameryki nucili na polach bawełny, a potem przenieśli do kościołów i przydrożnych knajp.
Harley-Davidson
Kiedy myślę o Stanach Zjednoczonych, widzę przed oczami różne grupy społeczne (myślę, że to efekt oglądania naprawdę sporej ilości filmów i seriali) – sportowców, modnie ubrane kobiety idące na zakupy, punków, no i oczywiście motocyklistów. A właściwie całe „gangi” motocyklowe. Widzę w wyobraźni, jak przemierzają na swoich maszynach niekończące się amerykańskie bezdroża. A czym byłby taki motocyklista bez swojego największego skarbu – motocykla? Największą ikoną, którą na pewno kojarzysz, jest słynny Harley-Davidson.
Muszę przyznać, że to prawdziwa gwiazda, nie tylko motoryzacyjna, ale również filmowa. Kojarzysz scenę z Pulp Fiction, w której Bruce Willis odjeżdża na ryczącej maszynie? To właśnie Harley-Davidson FXR. A może jesteś fanem Uniwersum Marvela? Z pewnością więc nie umknęło Twojej uwadze, że Kapitan Ameryka w wielu scenach jeździ na motocyklu. Chyba nie muszę mówić jakiej marki. Terminator, w którego wciela się Arnold Schwarzenegger, również ma doskonały gust. W kultowej, drugiej części serii, filmowy cyborg ucieka przed wybuchem na legendarnym modelu Fat Boy.
Skąd jednak wziął się ten fenomen? Wszystko zaczęło się w 1903 roku w małej, drewnianej szopie w Milwaukee, w stanie Wisconsin. Dwaj młodzi przyjaciele z dzieciństwa – William Harley i Arthur Davidson (do których później dołączyli bracia Arthura) – postanowili stworzyć własny, spalinowy silnik doczepiany do ramy zwykłego roweru. Ich pierwszy projekt był tak słaby, że nie potrafił wjechać na najmniejsze wzniesienie bez pomocy ludzkich mięśni. Chłopaki jednak się nie poddali. Udoskonalili silnik i tak narodziła się legenda.
Co ciekawe
Harley-Davidson stał się symbolem amerykańskiej popkultury również dzięki swojemu brzmieniu. Charakterystyczny, surowy, "pyrkający" dźwięk silnika V-Twin (fani opisują go jako potato-potato-potato) wynika ze specyficznej konstrukcji mechanicznej. W latach 90. firma była tak dumna z tego odgłosu, że próbowała go nawet prawnie opatentować jako swój znak towarowy. Choć po latach sądowych batalii z innymi producentami wycofali wniosek, do dziś ten dźwięk jest natychmiast rozpoznawalny.
Central Park
Gdybym miała powiedzieć, jakie jest jedno z moich pierwszych skojarzeń z popkulturą USA, odpowiedź byłaby oczywista – serial Przyjaciele. Jestem ogromną fanką całej tej historii i każdej postaci z osobna. Lepiej nie pytaj, ile razy do tej pory obejrzałam wszystkie dziesięć sezonów – i tak nie powiem, bo w pewnym momencie po prostu przestałam liczyć. A czym byłyby przygody tej paczki bez słynnej kawiarni „Central Perk”, w której bohaterowie spędzali każdą wolną chwilę na kultowej, pomarańczowej kanapie? Jak można się domyślić, jej nazwa to genialna gra słów, nawiązująca do słynnych zielonych płuc Nowego Jorku.
Oczywiście Friends to nie jedyna produkcja, w której pojawił się ten kultowy park – Central Park to prawdopodobnie jedno z najbardziej filmowych miejsc na świecie. To przecież tam mały Kevin uciekał przed rzezimieszkami w Kevinie samym w Nowym Jorku, to stamtąd uciekały zwierzęta w kultowej animacji Madagaskar, a fani serialu Plotkara doskonale pamiętają romantyczny ślub Blair i Chucka przy fontannie Bethesda. Park grał też tło dla dramatycznych potyczek w Avengersach czy Spidermanie.
Sam Central Park może dziś wyglądać jak dziewiczy kawałek natury, dookoła którego wzniesiono gigantyczne drapacze chmur. Można ulec wrażeniu, że to fragment pierwotnej przyrody, który cudem uratowano przed betonową dżunglą Manhattanu. Prawda jest jednak zupełnie inna: to miejsce od A do Z zostało zaprojektowane i stworzone sztucznie przez człowieka. Wyobraź sobie, że ten zielony prostokąt zajmuje aż 341 hektarów powierzchni – to obszar większy, niż całe państwo Monako. W XIX wieku architekci krajobrazu musieli dosłownie przekopać miliony metrów sześciennych ziemi, wysadzić dynamitem fragmenty skał i zasadzić tysiące drzew, by bagnisty, nieużyteczny teren zamienić w ten genialny, geometryczny ogród, który dzisiaj zachwyca miliony turystów.
Ciekawostka
Aby ułatwić zagubionym spacerowiczom orientację w parku, na niemal każdej z 1600 latarni wybito specjalny kod. Pierwsze dwie cyfry oznaczają najbliższą ulicę (np. "74" to 74th Street), a ostatnia cyfra wskazuje, czy jesteś bliżej wschodniej (parzysta), czy zachodniej (nieparzysta) strony Manhattanu.
Futbol amerykański i NFL
Pewnie już udało Ci się zauważyć, że często nawiązuję do filmów i seriali. Tak też będzie w tym przypadku. Oglądając różne amerykańskie produkcje, na pewno rzuciło Ci się w oczy, że jednym z najczęściej przewijających się sportów jest futbol amerykański. Może znasz ten motyw: w szkołach średnich dziewczyny wzdychają do popularnych sportowców w charakterystycznych kurtkach z naszywkami, a dorośli mężczyźni spędzają całe niedziele przed telewizorami z zimnym napojem w ręku. I nie jest to wcale dalekie od prawdy – obok koszykówki to faktycznie najpopularniejszy sport w Stanach Zjednoczonych. To o tyle ciekawe, że w Polsce mało kto ogląda go w telewizji, a zasady dla wielu z nas wciąż pozostają czarną magią.
Pamiętasz scenę z serialu Jak poznałem waszą matkę, kiedy piątka przyjaciół za wszelką cenę próbuje uniknąć poznania wyniku, bo musieli przełożyć oglądanie finału o jeden dzień? To wcale nie była przesada – to jedno z najważniejszych wydarzeń medialnych i towarzyskich roku. Ludzie skrzykują się wtedy na wielkie imprezy, a w przerwie rozgrywek ma miejsce tak zwany Halftime Show. Zapraszane są wtedy największe gwiazdy muzyki na świecie, które dają kilkunastominutowy, oszałamiający performance. Na tej scenie występowały już takie legendy jak Michael Jackson, Madonna, Beyoncé, Eminem, Kendrick Lamar, a w 2026 roku Bad Bunny – jako pierwszy latynoski artysta na tej scenie zaśpiewał w całości po hiszpańsku. Dla artystów to absolutny szczyt kariery, a dla widzów show, które ogląda się z otwartymi ustami.
Skoro pisałam już o koszykarskim NBA, można śmiało powiedzieć, że NFL (National Football League) w sporym uproszczeniu, to po prostu jego odpowiednik, tyle że w wersji futbolowej. To gigantyczna machina marketingowa, która generuje miliardy dolarów, a 30-sekundowe reklamy puszczane w trakcie finału kosztują tyle, co luksusowe wille w Hollywood.

Wall Street
No i powiedz mi, jak mam opisać to miejsce bez kolejnego nawiązania kinowego? Kiedy słyszę hasło „Wall Street”, przed oczami natychmiast widzę Leonardo DiCaprio w swojej genialnej roli Jordana Belforta w Wilku z Wall Street. Film Martina Scorsese bezbłędnie oddaje ten specyficzny, pełen adrenaliny i chciwości klimat, z którego słynie nowojorska giełda. Choć hollywoodzka produkcja podkręciła niektóre wątki, to szalone imprezy, gigantyczne pieniądze zarabiane w kilka minut i kompletny brak hamulców moralnych wielu maklerów były tam jak najbardziej prawdziwe.
Słynna ulica Wall Street znajduje się w południowej części Manhattanu w Nowym Jorku i jest jednym z najważniejszych centrów finansowych świata. Jeśli interesujesz się historią, na pewno kojarzysz to miejsce również z zupełnie innej, mrocznej strony – za sprawą „czarnego czwartku”, a następnie również „czarnego wtorku” z 1929 roku. To właśnie wtedy nastąpił gigantyczny krach na nowojorskiej giełdzie, który z dnia na dzień zrujnował tysiące ludzi i zapoczątkował Wielki Kryzys, uderzający w gospodarki na całym świecie.
Co ciekawe, ta ulica swoją nazwę zawdzięcza dosłownej ścianie. W XVII wieku Nowy Jork był jeszcze holenderską osadą o nazwie Nowy Amsterdam. Mieszkańcy wznieśli tam wysoką, drewnianą palisadę (czyli właśnie „wall”), która miała chronić ich przed atakami ze strony rdzennych Amerykanów oraz Brytyjczyków. Palisada dawno zniknęła, ale nazwa została, stając się symbolem wielkiego kapitału i potężnych banków inwestycyjnych.
_3d3ed38993.jpg)
Fast food
Nie mogłabym opowiadać o tym, z czego słynie USA, bez wzmianki o fast foodach. W końcu to właśnie ze Stanów Zjednoczonych pochodzą największe światowe sieciówki serwujące takie jedzenie – McDonald’s, KFC, Burger King czy Pizza Hut. Zresztą, nawet jeśli pójdziesz w Polsce do restauracji serwującej amerykańską kuchnię, w menu niemal na pewno ujrzysz burgery, frytki, panierowane skrzydełka czy hot dogi.
Choć obecnie symbolem fast foodów jest McDonald’s, to nie był on wcale pierwszym takim miejscem na rynku. Pierwszą prawdziwą siecią fast foodów w USA było założone w 1921 roku White Castle. Co ciekawe, w tamtych czasach Amerykanie panicznie bali się mięsa mielonego, które kojarzyło im się z brudnymi rzeźniami. Żeby ich do siebie przekonać, White Castle budowało swoje restauracje ze śnieżnobiałego, lśniącego metalu i porcelany, a kucharze musieli nosić nieskazitelnie czyste, białe fartuchy. To zadziałało i otworzyło drzwi dla masowej gastronomii, jaką znamy dziś.
_db9a76b269.jpg)
Parki rozrywki
Nie ukrywam, że moim małym marzeniem od dziecka było odwiedzenie takich miejsc jak Disneyland czy Universal Studios. Zawsze chciałam znaleźć się w tym magicznym świecie filmów i bajek, a także przejechać się na ekstremalnie szybkich roller coasterach i innych fascynujących kolejkach. Oczywiście nie są to jedyne parki rozrywki, z których słyną Stany Zjednoczone, ale można śmiało powiedzieć, że to właśnie te dwa giganty są jednymi z najbardziej rozpoznawalnych.
Amerykanie wznieśli tworzenie parków tematycznych na poziom prawdziwej sztuki, zatrudniając do ich projektowania specjalnych inżynierów zwanych „Imagineers” (to połączenie słów imagination – wyobraźnia i engineers – inżynierowie).
Czy wiesz, że...
w parkach Disneya stosuje się opatentowany odcień matowej zieleni o nazwie Go Away Green? Został on stworzony psychologicznie tak, aby ludzkie oko go podświadomie ignorowało. Pomalowane są nim wszelkie kosze na śmieci, ogrodzenia, rury czy budynki gospodarcze, dzięki czemu dla zwiedzających stają się one po prostu „niewidzialne”, nie psując magii otoczenia.
Z kolei Universal Studios słynie z tego, że dosłownie wrzuca nas w środek hollywoodzkich produkcji. Możesz tam uciekać przed dinozaurami z Parku Jurajskiego, wypić prawdziwe Piwo Kremowe w wiosce Hogsmeade z Harry'ego Pottera czy poczuć dym i trzęsienie ziemi podczas symulacji katastroficznych. Co ciekawe, najstarszym, nieprzerwanie działającym parkiem w USA, jest kameralny Lake Compounce w stanie Connecticut, otwarty już w 1846 roku – zaczynał od publicznych trawników do piknikowania, na długo przed tym, jak ktokolwiek pomyślał o gigantycznych, stalowych konstrukcjach, które dziś tak bardzo działają na naszą wyobraźnię.
Jeśli jednak zależy Ci przede wszystkim na zastrzyku adrenaliny, w USA znajdziesz też inne parki, które spełnią Twoje oczekiwania. Fani ekstremalnych wrażeń obierają zwykle kurs na sieć Six Flags, z której park w Kalifornii słynie z ogromnej ilości roller coasterów. Prawdziwą mekką dla poszukiwaczy prędkości jest też Cedar Point w Ohio, uznawany za światową stolicę gigantycznych kolejek górskich. Z kolei Dollywood, znajdujące się w Tennessee, jest bardzo ciekawą i zdecydowanie nietypową opcją, ponieważ jest to park należący do gwiazdy country Dolly Parton.
_91e1640559.jpg)
Biały Dom
Opowiedziałam już co nieco o popkulturze, rozrywce i sporcie. Równie rozpoznawalna, co Disney czy NBA, jest oczywiście oficjalna rezydencja i miejsce pracy prezydentów Stanów Zjednoczonych – Biały Dom. To właśnie tam zapadają najważniejsze decyzje dotyczące kraju oraz podpisywane są stosy kluczowych dokumentów. Budynek powstał w 1800 roku i od tamtego momentu urzędowali w nim niemal wszyscy najsłynniejsi liderzy Ameryki – od Abrahama Lincolna, przez Johna F. Kennedy’ego, aż po Franklina D. Roosevelta czy Baracka Obamę.
Co ciekawe, George Washington, czyli pierwszy prezydent USA, który osobiście wybrał lokalizację pod budowę tego gmachu, jest jedynym amerykańskim przywódcą w historii, który w nim nigdy nie mieszkał, ponieważ budowa zakończyła się już po jego kadencji.
Sam budynek przeszedł zresztą niezwykle burzliwą historię. W 1814 roku, podczas wojny, doszczętnie spłonął podpalony przez Brytyjczyków i z Białego Domu zostały praktycznie same osmalone, kamienne ściany. Został jednak odbudowany, a w latach 50. XX wieku przeszedł gruntowny remont.
_4ac04a4ebd.jpg)
Statua Wolności
No kto nie zna tej piękności? Myślę, że śmiało można uznać Statuę Wolności za jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli USA. Spotkasz ją dosłownie wszędzie: w filmach, bajkach, serialach, na wzorach koszulek, pamiątkowych magnesach i w milionach innych miejsc. Chociaż wszyscy ją znają i kojarzą, że wznosi się w Nowym Jorku na wyspie Liberty Island, mało kto wie, co dokładnie symbolizuje i skąd tak naprawdę się wzięła.
Zacznijmy od tego, że Statua, uznawana za prawdziwy symbol USA, wcale nie jest w stu procentach amerykańska. To gigantyczny dar od narodu francuskiego, który miał przypieczętować sojusz między oboma krajami oraz uczcić stulecie ogłoszenia amerykańskiej Deklaracji Niepodległości. Zaprojektował ją rzeźbiarz Frédéric Auguste Bartholdi, a jej potężny, wewnętrzny szkielet inżynieryjny stworzył nie kto inny, jak sam Gustave Eiffel – ten sam, który kilka lat później postawił słynną wieżę w Paryżu. Pomnik przypłynął z Francji w częściach, spakowany w ponad dwieście ogromnych skrzyń.
Możesz zauważyć, że Statua trzyma w lewej dłoni tablicę z datą 4 lipca 1776 roku (Deklaracją Niepodległości USA), a u jej stóp leżą zerwane łańcuchy, które symbolizują zrzucenie kajdan niewolnictwa i tyranii. Przez dziesięciolecia Statua Wolności miała jednak jeszcze jedno, niezwykle emocjonalne znaczenie. Dla milionów zmęczonych imigrantów, którzy pod koniec XIX i na początku XX wieku przypływali statkami do pobliskiego Ellis Island w poszukiwaniu lepszego życia, ten zielony monument był pierwszym widocznym na horyzoncie punktem Ameryki. Widok kobiety z płonącą pochodnią oznaczał dla nich, że znaleźli się w bezpiecznym miejscu, w którym mogą zacząć od nowa.
_01a958d627.jpg)
Alcatraz
Przeniosę Cię na moment do twierdzy, z której nie dało się uciec. Miejsca pilnie strzeżonego zarówno przez wyszkolonych strażników, grube mury i kraty, jak i lodowatą wodę oraz ostre, zdradliwe skały zatoki San Francisco. Mowa oczywiście o słynnym więzieniu Alcatraz. Wspomniałam o braku możliwości ucieczki, bo dokładnie taki był zamysł, kiedy je projektowano. Jak bardzo wszyscy się pomylili. Jeśli udało Ci się zobaczyć kultowy film z Clintem Eastwoodem Ucieczka z Alcatraz, to na pewno znasz tę niesamowitą historię. Mimo wszystko przypomnę na szybko, co doprowadziło do zamknięcia i upadku miejsca, z którego nikt miał się nie wydostać… a jednak trzem śmiałkom prawdopodobnie się to udało.
W czerwcu 1962 roku bracia John i Clarence Anglin oraz Frank Morris dokonali niemożliwego. Przez wiele miesięcy za pomocą skradzionych łyżek i prowizorycznego wiertła zrobionego z silnika od odkurzacza drążyli tunele wokół starych krat wentylacyjnych w swoich celach. Żeby strażnicy nie zorientowali się podczas nocnych obchodów, ulepili z mydła, pasty do zębów i papieru toaletowego sztuczne głowy z prawdziwymi włosami, które podłożyli pod kołdry. Kiedy strażnicy myśleli, że więźniowie smacznie śpią, oni płynęli już przez lodowatą zatokę na tratwie sklejonej z kilkudziesięciu płaszczy przeciwdeszczowych. Do dziś nie odnaleziono ich ciał. Są więc uznawani za zaginionych, a ich los pozostaje niepewny.
Choć ta spektakularna ucieczka była ogromnym ciosem dla reputacji Alcatraz, to nie ona przyczyniła się do upadku i zamknięcia więzienia. Powód był znacznie bardziej przyziemny – pieniądze. Ze względu na swoje wyspiarskie położenie, utrzymanie więzienia było astronomicznie drogie. Wszystko, włączając w to żywność, ubrania, a nawet gigantyczne ilości wody, trzeba było codziennie transportować na wyspę statkami. Dodatkowo, słona woda morska bezlitośnie niszczyła betonowe mury i instalacje budynku. Ostatecznie, zaledwie rok po wielkiej ucieczce, w 1963 roku, decyzją prokuratora generalnego Roberta Kennedy'ego, Alcatraz zostało zamknięte. Obecnie jest to jedna z ciekawszych atrakcji turystycznych Kalifornii.
_83bbb8b0e7.jpg)
Hollywood
Nadszedł czas, aby odwiedzić miejsce, w którym dzieje się prawdziwa magia. Świat wielkich gwiazd, czerwonych dywanów i spektakularnych planów filmowych. Kiedy byłam dzieckiem skrycie marzyłam o tym, aby zostać aktorką. Oczami wyobraźni widziałam siebie w Hollywood, pośród tych wszystkich celebrytów, którzy zyskali światową sławę – myślę zresztą, że nie tylko ja miałam takie plany. Wspominam o tym, bo Hollywood stało się w popkulturze poniekąd synonimem miejsca, w którym spełniają się marzenia.
Geograficznie Hollywood jest dzielnicą Los Angeles w stanie Kalifornia. Choć obecnie to miejsce uchodzi za bezdyskusyjną kolebkę światowego przemysłu filmowego, nie zawsze tak było. Początkowo za filmowe serce Ameryki uchodził Nowy Jork oraz stan New Jersey. To właśnie tam powstawały pierwsze produkcje, jednak filmowcy szybko zaczęli stamtąd uciekać na drugi koniec kraju. Dlaczego? Po pierwsze, w Kalifornii słońce świeci przez ponad 300 dni w roku, co dawało idealne światło. Po drugie – uciekano przed Thomasem Edisonem, który w Nowym Jorku posiadał patenty na sprzęt filmowy i bezwzględnie niszczył niezależne studia.
Sama nazwa „Hollywood” (co dosłownie oznacza „ostrokrzewowy las”) powstała pod koniec XIX wieku, a wymyśliła ją żona tamtejszego właściciela ziemskiego, zachwycona klimatem okolicy. Gdy biznes filmowy już na dobre tam osiadł, zaczęły powstawać symbole, które są większości dobrze znane. Słynny, wielki napis na wzgórzach powstał w 1923 roku i oryginalnie brzmiał „HOLLYWOODLAND” – była to zwykła, tymczasowa reklama luksusowego osiedla domków. Końcówkę „LAND” usunięto dopiero podczas renowacji w 1949 roku. Kolejnym symbolem stała się słynna Aleja Gwiazd (Hollywood Walk of Fame), ciągnąca się wzdłuż Hollywood Boulevard, gdzie wyróżnieni zostali nie tylko najwięksi aktorzy czy muzycy, ale nawet postacie fikcyjne, jak Myszka Miki czy Shrek.

Route 66
Kolejnym symbolem Ameryki, którego po prostu nie da się pominąć, jest legendarna Route 66 – nazywana często „Matką Dróg”. Otwarta w 1926 roku trasa łączyła Chicago z Los Angeles i przez dekady stanowiła główny szlak dla Amerykanów szukających lepszego życia na mitycznym Zachodzie. Choć w latach 80. oficjalnie skreślono ją z mapy autostrad na rzecz nowoczesnych, wielopasmowych dróg, cały czas uznawana jest za niezwykle kultową i ważną w popkulturze. To właśnie ta trasa, pełna przydrożnych neonów, klimatycznych moteli i oldschoolowych stacji benzynowych, stała się symbolem absolutnej wolności i filmowych road tripów. To właśnie jedno z miasteczek na Route 66 oraz jego wyjątkowi mieszkańcy stali się bezpośrednią inspiracją dla twórców animacji Auta od Pixara.

Drapacze chmur
Pomyśl teraz o panoramie Stanów Zjednoczonych. O dowolnym, dużym mieście. Czy w tym wyobrażeniu pojawiły się drapacze chmur? Muszę przyznać, że moja pierwsza wizja zwykle pada na Nowy Jork i Manhattan pełen potężnych wieżowców, z kultowym Empire State Building na czele. Dlatego też drapacze chmur po prostu musiały znaleźć się na tej liście. Są one nieodłącznym elementem krajobrazu amerykańskich metropolii.
Co ciekawe, choć to Nowy Jork ma dziś najbardziej filmową i rozpoznawalną panoramę, to prawdziwa ojczyzna drapaczy chmur leży nieco bardziej na zachód. Pierwszy na świecie wieżowiec o konstrukcji stalowej powstał w 1885 roku w Chicago (był to Home Insurance Building i miał zaledwie 10 pięter, co na tamte czasy było absolutnym szokiem). Z czasem krajobraz USA wzbogacił się o kolejne architektoniczne legendy – od lśniącego wieżowca Chrysler Building w Nowym Jorku, przez potężny Willis Tower (dawniej Sears Tower) w Chicago, aż po iglicę One World Trade Center. To właśnie Amerykanie nauczyli świat budować w górę, a nie w bok, zamieniając stal i szkło w prawdziwą wizytówkę swojej nowoczesności i ekonomicznego sukcesu.
_004644ce8a.jpg)
Baseball
Jak już wspomniałam, dla Amerykanów sport jest naprawdę ważny, a kolejną dziedziną, z której słynie USA, jest baseball. Podobnie jak w przypadku futbolu amerykańskiego, mało kto w Polsce ogląda jego mecze czy w niego gra. To bardzo popularny motyw w filmach – ojciec z synem rzucający beztrosko piłkę na ogródku, młodzież trenująca w szkolnych klubach, czy ludzie traktujący mecze jako idealne miejsce na randkę lub spotkanie towarzyskie.
O co w tym właściwie chodzi? W wielkim skrócie: gra polega na pojedynku między miotaczem (który rzuca twardą piłkę) a pałkarzem (który próbuje ją odbić drewnianym lub aluminiowym kijem). Jeśli pałkarz trafi w pole, rusza w szalony bieg do pierwszej bazy, a gra toczy się dalej. Punkt zdobywa się wtedy, gdy zawodnikowi uda się zaliczyć po kolei wszystkie bazy i bezpiecznie wrócić na bazę domową – często pomagają mu w tym udane odbicia kolejnych kolegów z drużyny. Wszyscy w USA żyją rozgrywkami ligi MLB, w której grają legendarne, znane na całym świecie drużyny. Nawet jeśli nie interesujesz się sportem, na pewno kojarzysz charakterystyczne logo z literami „NY” na czapkach z daszkiem – to znak New York Yankees, najbardziej utytułowanego zespołu w historii. Ich odwiecznym, ikonicznym rywalem, o którym często wspomina się w filmach, jest z kolei drużyna Boston Red Sox.
_77151242b3.jpg)
Park Yellowstone
Jeśli od wielkich miast, szybkich rollercoasterów i meczów koszykówki wolisz spędzać czas na łonie natury, Twoim punktem obowiązkowym na mapie USA powinien być Park Yellowstone – założony w 1872 roku najstarszy park narodowy na świecie. Znajduje się on w zachodniej części kraju, rozciągając się głównie na terenie stanu Wyoming, choć zahacza też o Montanę i Idaho. Yellowstone to miejsce absolutnie niezwykłe, ponieważ leży na szczycie gigantycznego, wciąż aktywnego superwulkanu. To właśnie temu park zawdzięcza swój wręcz kosmiczny krajobraz. Znajdziesz tu tysiące bulgoczących błotnych gejzerów (z legendarnym Old Faithful na czele), gorące źródła mieniące się wszystkimi kolorami tęczy oraz głębokie kaniony z potężnymi wodospadami. Całości dopełnia niesamowita, dzika fauna – podczas przejażdżki samochodem można tu oko w oko spotkać stada majestatycznych bizonów, niedźwiedzie grizzly czy wilki.
_940e8f2698.jpg)
NASA
Skoro mamy już za sobą wycieczkę po amerykańskiej ziemi, czas wyruszyć w kosmos. Czym byłyby wyprawy i podboje kosmiczne bez NASA? Ta legendarna agencja kosmiczna to prawdziwy synonim ludzkiej ciekawości i przekraczania barier. To dzięki niej usłyszeliśmy kultowe słowa Neila Armstronga o „małym kroku dla człowieka” podczas lądowania na Księżycu w 1969 roku i to ona wysłała w kosmos teleskopy Hubble’a czy Jamesa Webba, które pokazują nam najdalsze zakątki wszechświata.
Z tą instytucją wiąże się też pewna fascynująca i mało znana historia. Choć NASA stworzono do patrzenia w gwiazdy, agencja odegrała gigantyczną rolę w badaniu ziemskich oceanów. W latach 60. i 70. XX wieku NASA projektowała nowoczesne technologie satelitarne i łodzie podwodne do mapowania głębin morskich. Do dzisiaj zresztą kosmonauci trenują w specjalnych laboratoriach na dnie oceanu, ponieważ panujące tam ekstremalne warunki, ciemność i wysokie ciśnienie idealnie imitują to, z czym ludzie i roboty muszą mierzyć się w przestrzeni kosmicznej.
_3b03273d22.jpg)
Wycieczki objazdowe do Stanów Zjednoczonych
Mogłabym tak wymieniać i wymieniać, ponieważ Stany Zjednoczone z pewnością słyną również z wielu innych rzeczy, ale wtedy ten tekst nigdy by się nie skończył. Skoro znasz już część najbardziej kultowych miejsc i symboli USA, czas zobaczyć je i poczuć na własnej skórze. Nie ma lepszego sposobu, aby doświadczyć jak najwięcej, niż podczas wycieczki objazdowej po Stanach Zjednoczonych. W ofercie Itaki znajdziesz przeróżne opcje, spośród których na pewno wybierzesz coś dla siebie. Możesz zarówno przeżyć słynnego sylwestra w Nowym Jorku, zobaczyć na własne oczy niesamowite Yellowstone, czy też poczuć się jak prawdziwa gwiazda na Hollywood Boulevard. Spakuj więc walizki i ruszaj w drogę.






















_445efd2037.jpg)







